Świadectwa

 

„Wszystko jest po coś”

 

Przez ostatnie trzy lata każdego dnia przekonuję się o prawdziwości słów „wszystko jest po coś”- nie ma przypadków, nic nie dzieję się bez przyczyny. W ciągu studiów bardzo zmieniło się moje myślenie, nastawienie do życia. Zaprosiłam do swojego życia Pana Boga. Zawsze byłam wierząca, jednak odczuwałam ogromną pustkę w sercu. Starałam się w miarę systematycznie spowiadać, a co za tym idzie przyjmować Pana Jezusa do swojego serca. Z czasem jednak stwierdziłam, że to nie ma sensu- ciągle spowiadam się z tych samych grzechów, nie zasługuję po prostu na przyjmowanie Komunii Świętej i zaczęłam robić to co raz rzadziej. Ten buntowniczy czas trwał 3 lata- liceum. Modliłam się każdego dnia, ale ciągle czułam bezsens. Do tego wszystkiego postawiłam inne rzeczy na miejscu Pana Boga. Liceum było dla mnie bardzo trudnym czasem- zawiodłam się na kilku najbliższych mi osobach, zostałam zraniona przez chłopaka, z którym się spotykałam i sama również raniłam innych, szczególnie słowami. Później przyszły studia. Bardzo chciałam iść na filologię polską do Łodzi, ostatecznie znalazłam się w Płocku na ekonomii. Po pierwszym semestrze miałam poprawkę, po drugim również. Dodatkowo to mnie przybiło. Szukałam ciągle jednak Pana Boga. Od lutego zaczęłam chodzić na spotkania LW. O spotkaniach dowiedziałam się przez koleżankę mojej koleżanki z mieszkania. Już wtedy modliłam się o umocnienie w wierze. Spodziewałam się oczywiście wielkiego radosnego boom, ale umocnienie mojej wiary przyszło przez jeszcze większe trudności. Na drugim roku studiów zawalił mi się tak naprawdę cały świat- miałam ogromne problemy w domu i końca ich nie było widać (w międzyczasie miałam sesję egzaminacyjną). Nigdy nie było idealnie w moim domu, ale wtedy jeszcze trudniej było mi to wszystko zrozumieć. W tym czasie byłam kilka razy na rozmowie u księdza- było to dla mnie nowe doświadczenie, bardzo potrzebne. Czasami powiedziałam tylko kilka słów i płakałam. Zawsze bałam się swoich łez. Miałam potrzebę rozmowy duchowej z kapłanem, np. będąc po raz pierwszy na Lednicy w 3 klasie liceum, ale bałam się po prostu, że się popłaczę, myślałam: „co sobie o mnie ten ksiądz pomyśli?”. Teraz zupełnie inaczej na to patrzę. Od trzeciego semestru (teraz jestem na piątym) spowiadam się systematycznie, kiedy nie jestem w stanie łaski uświęcającej czuję się po prostu podle. Przyjmowanie Pana Jezusa daje mi ogromny spokój i nadzieję nawet w największych trudnościach. Teraz już wiem, że Komunia Święta to nie nagroda dla prymusów, ale pokarm dla słabych- takich jak ja. Zaczęłam też pracować nad swoimi słabościami- i naprawdę z Bożą pomocą udaje mi się zwalczać pewne grzechy. Spojrzenie na łzy także mam inne. Studia to czas, kiedy najwięcej płakałam, ale i nigdy wcześniej tak dużo się nie śmiałam. Pan Bóg wniósł radość w moje życie przez drugiego człowieka- kapłanów, koleżanki i kolegów z LW, także tych, których miałam okazję poznać na rekolekcjach. Dodatkową ogromną łaską jest dla mnie bycie animatorką. Nigdy nie czułam się wyróżniona pełniąc tą funkcję. W pierwszej chwili kiedy ksiądz mi powiedział, że będę animatorką (były to moje pierwsze rekolekcje w życiu) pomyślałam, że to Pan Bóg mnie powołuje do tego, posługując się kapłanem. Bałam się ogromnie, ale zaufałam Panu Bogu. Za mną już kilka odbytych rekolekcji, pięknych rekolekcji, które za każdym razem wnoszą coś nowego do mojego życia. Jestem bardzo wdzięczna Panu Bogu za to, że postawił na mojej drodze tak wielu wspaniałych ludzi. Dziękuję każdego dnia Ojcu Niebieskiemu za płockie LW, za kapłanów z RRN, za koleżanki i kolegów, którzy są dla mnie ogromnym wsparciem. Pan Bóg dał mi wiele trudności, ale dziś Mu za to dziękuję, bo przecież trzeba pamiętać: „(..) jeśli Bóg coś ci odbiera, to po to, aby dać ci coś więcej”. Chwała Panu!


Wioleta


Czy na pewno powinnam jechać?


„Czy na pewno powinnam jechać? Przecież nie będę tam nikogo znała. A może powinnam zrezygnować?” Do samego przyjazdu do Mławy miałam takie wątpliwości. Stamtąd miałam pojechać dalej, do Soczewki, gdzie odbywały się rekolekcje. Bardzo się denerwowałam, lecz mimo to odważyłam się i zdecydowałam pojechać. Pierwszy raz jechałam na coś takiego, do tego nikogo nie znałam. Teraz wiem, że było mi to potrzebną.  Nie żałuję, a nawet jestem przeszczęśliwa, że pojechałam. Nigdy nie byłam tak radosna jak tam. Pierwszego dnia, w piątek, gdy z nowo zapoznanymi koleżankami z młodzieżowej grupy ”Laboratorium Wiary” Ruchu Rodzin Nazaretańskich w Mławie przybyłyśmy do ośrodka, od razu można było poczuć niepowtarzalną atmosferę. Wszyscy byli dla siebie mili i witali się ze sobą. Szybko zapoznałam się z dziewczynami. Ale nikogo nie znałam dobrze i właśnie to pomogło mi bardziej skupić się na obecności Boga. Tam naprawdę można było Go poczuć. Myślę, że gdybym wcześniej znała plan dnia na rekolekcjach chyba nie odważyłabym się pojechać. Bo praktycznie rzecz biorąc pół dnia spędzaliśmy na modlitwie. Lecz właśnie to było tam najpiękniejsze. Mogłabym dużo dłużej klęczeć przed Panem Jezusem na adoracji, bo właśnie wtedy byłam  najbardziej szczęśliwa. Naprawdę czułam to, że Bóg mnie kocha. Płakałam ze wzruszenia podobnie jak niektóre koleżanki. Było to jedno z najpiękniejszych przeżyć mojego życia. Ważnym elementem rekolekcji była według mnie możliwość duchowej rozmowy z księdzem. Na takiej rozmowie można powiedzieć wszystko, bo wiadomo, że ksiądz nie przekaże tego dalej. Uważam, że jest to bardzo pomocne. Wiele osób skorzystało z tej możliwości i było bardzo z tego zadowolone, miedzy innymi ja, i bardzo polecam udział w takiej rozmowie. Innym ważnym punktem były grupki dzielenia, na których dzielimy się swoim przeżyciami duchowymi z rekolekcji, co, według mnie, też jest bardzo dobre. Księża przygotowali dla nas również ciekawe katechezy. Byliśmy podzieleni na dwie grupy gimnazjalistą oraz licealistów i studentów. Na tych rekolekcjach wreszcie poczułam się na swoim miejscu. Aż żal mi było opuszczać Soczewkę. Chciałam tam zostać dłużej. Miło było spotkać się z młodymi ludźmi, którzy podobnie jak ja naprawdę wierzą w Boga, co, niestety, teraz się zdarza coraz rzadziej. Lecz najważniejsze, że można tam było poczuć obecność Boga. Wróciłam  stamtąd szczęśliwa i naładowana Bożą energią. Chciałabym zachęcić wszystkich do wzięcia udziału w takich rekolekcjach, bo tego się nie da opisać słowami, to trzeba przeżyć samemu.


Agnieszka

TOP